Komiksy dla najmłodszych – jak czytać…

Dawno, dawno temu, kiedy byliśmy mali, nasze mamy, jak to mamy, czytały nam książeczki. Pamiętam jak dziś serię „Poczytaj mi, mamo” – małe kwadratowe zeszyciki o bardzo zróżnicowanym poziomie tekstowym i rysunkowym (od prawdziwych perełek, jak choćby „Daktyle” zilustrowane przez Lutczyna 🙂 do książek z rysunkami i treścią tak abstrakcyjnie dziwnymi, że po prostu można się ich było przestraszyć). Komiksów mama mi nie czytała…

Kochamy dzieci, kochamy komiksy, kochamy komiksy dla dzieci

W czasach mojej bardzo wczesnej młodości takie książeczki to było coś. W ogóle w tamtych czasach wiele rzeczy to było coś 😉 Styczność z tymi wieloma rzeczami dzieci miały albo relatywnie znacznie później niż obecnie, albo wcale. Tak było i z komiksami, bo tamte czasy dodatkowo komiksów jako wytworu antysystemowego najzwyczajniej nie lubiły. Jak się jednak okazuje, wielu z ówczesnych młodych czytelników to dzisiaj już nie tylko dojrzali kolekcjonerzy – czytacze, ale także rodzice kolejnego młodego pokolenia potencjalnych czytaczy. Jeśli zatem jesteście w powyższej sytuacji: kochacie komiksy i kochacie swoje maluchy, to zdecydowanie powinniście pomyśleć o tym, jak ułatwić Waszym pociechom wejście w świat czytania komiksów.

Od czego zacząć i kiedy? Oczywiście jak najszybciej, bo warto przyzwyczajać małego ludzika do narracji dymkowej w taki sam sposób, w jaki przyzwyczajamy go do narracji rysunkiem opatrzonym tekstem. Nie będę tu przytaczać, co konkretnie warto nabyć w kwestii książeczek i komiksów dla maluchów – wybór nader jest bogaty i wybierać rzeczywiście warto, bo są to śliczne rzeczy. [O przykładowej fajnej serii książeczkowej możecie poczytać tu. A o komiksach dla najmłodszych tutaj.] Za to chętnie podzielę się z Wami obserwacjami, jak komiksy można i warto maluchom czytać.

Czytać każdy może… a najmłodsi na swój wyjątkowy sposób

Zaczynamy zatem od tych maluchów najmłodszych (kilku-, kilkunastomiesięcznych), które zasadniczo koncept książeczki z przewracanymi kartkami rozpracowują dość szybko; do tego stopnia, że często rodzic nie nadąża z czytaniem za obracanymi przez nie kartkami. Zatem albo warto nauczyć się tekstu na pamięć (i odtwarzać niejako pobocznie), albo czytać z aktualnej strony. Ta druga opcja zdecydowanie lepiej sprawdza się przy komiksach i narracji dymkowej, która często nie jawi się jako historyjka, a tylko „gołe” wypowiedzi bohaterów. Im bardziej złożony tekst, tym oczywiście trudniej nauczyć się go na pamięć (nie mam kompletnie podejścia do serii „Trochę hałasu z głębi lasu”, którą uwielbiam, bo język piękny i bogaty, acz zapamiętać po prostu trudno 🙁 ).

Maluszki przewracają kartki według uznania i zatrzymują się tylko tam, gdzie coś je bardziej zainteresuje. Na tym etapie można też stosować czytanie zamiennie z pokazywaniem („to jest sowa”, „to jest lis”), które w przypadku naszych najmłodszych sprawdza się świetnie – dobrze narysowany, wyraźny obiekt (najczęściej zwierzątko) przyciąga do siebie mały paluszek.
Zasadniczo zatem w przypadku najmłodszych komiks twardookładkowy to wyjątkowa zabawa głównie samą formą i obrazem w środku.

Wciągając w historię – czytanie przedszkolakom

W przypadku starszaków (2,5 roku i dalej) możemy już dzięki tym samym komiksom wciągać dziecko w snutą przez bohaterów opowieść. O dziwo, maluchy w tym wieku mają zdecydowanie lepiej rozwiniętą zdolność zapamiętania tekstu, a im starsze, tym słyszymy przy okazji więcej pytań: „dlaczego?” 😉 szczególnie jeśli tekst nie jest nużąco prosty (jak wspomniałam wyżej: w „Trochę hałasu…” zdecydowanie nie jest). Czytając z nieco starszym maluchem, warto wykorzystywać zarówno modulowanie głosu (miś mówi głosem grubszym, ptaszki ćwierkające piszczą), jak i wskazywanie dymków, które aktualnie czytamy. Dzieci intuicyjnie łączą dymek z postacią, ogonek dymka staje się naturalną niteczką połączenia.
Im prostszy, bardziej wręcz symboliczny rysunek, tym dziecko łatwiej dekoduje treść. I znów możecie się naprawdę zdziwić, gdy zobaczycie, że onomatopeje wpisane w taki rysunek nie stanowią dla małego czytelnika problemu („PLUSK!” – „co się stało?” – „miś wpadł do wody”). Rysunki wręcz ożywają; opowieść staje się dynamiczna.
Czytanie komiksu starszakowi to niesamowita zabawa, ale też ogromne wyzwanie dla rodzica, bo – wiadomo – próbujemy zachęcić, ale czasami możemy przedobrzyć. Czego zatem nie robić? Na pewno możemy sobie podarować tłumaczenie małemu czytelnikowi, co się dzieje na obrazku; wyłapuje to sam spontanicznie. Takie tłumaczenie jest zdecydowanie lepsze w przypadku młodszych maluszków (choć tu też lepiej chyba jednak skupiać się na elementach niż na całej historii – np. bardziej na postaciach niż na tym, co się z nimi dzieje). Nie ma też potrzeby wchodzić w teorię, czym jest komiks, czym dymek itd. Dzieciaki całkiem dobrze orientują się w tym, że ogonek dymka wiąże wypowiedź z postacią. Paradoksalnie komiks dla czytelnika w tym wieku staje się przez to łatwiejszy w odbiorze niż dla dziecka szkolnego, które umie już trochę czytać i mocno skupia się właśnie na tekście, nie przywiązując aż takiej uwagi do powiązanego z nim rysunku.
Jak z każdą nowopoznawaną przez dziecko dziedziną, im więcej w tym zabawy i naturalności, tym lepsze efekty.

A zatem powodzenia! Uczcie swoje maluchy czuć komiks od małego, przeżywajcie go razem z nimi. Wówczas lektura w wieku późniejszym z pewnością będzie czystą przyjemnością 🙂