Jak to się zaczęło…

Niektórzy pytają mnie, jak i dlaczego to wszystko się zaczęło… Postanowiłam więc trochę opowiedzieć o początkach OMG. Gdybyście mieli pytania, piszcie: piszedo[at]omg-ws.pl 🙂

„Jam jest Legion” – te trzy słowa napisałam na małej samoprzylepnej karteczce krótko po publikacji pierwszego tomu „Silasa Coreya” przez Taurus Media. „Corey” przypomniał mi o Nurym, a nazwisko Nury’ego skojarzyło mi się z „Legionem”, którego pierwszy tom („Faun tańczący” w wydaniu Sutorisu) wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pozostał niedosyt i narastający sentyment. I mała samoprzylepna karteczka przy biurku…

Próbowałam przekonać zaprzyjaźnionego wydawcę, że może warto zainwestować w ten tytuł, ale usłyszałam w odpowiedzi wiele powodów, dla których szans większych po prostu nie było; uwierzcie, wcale nie chodziło o to, że się nie sprzeda…
W połowie 2015 roku zapadła wreszcie decyzja, z którą nosiłam się chyba rok – OMG Project startuje! Dlaczego w ogóle się zdecydowałam? Może dlatego, że praca przy korekcie komiksów już nie wystarczała? A może po prostu też chciałam poczuć się w pełni odpowiedzialna za komiks od początku do końca, wiedząc, że zrobię wszystko, by przygotować go na wysokim poziomie wydawniczym?
Ogromną pomocą na tym etapie okazał się Maciek Pietrasik z Taurus Media, który podpowiedział mi jakąś niezliczoną liczbę drobnych rzeczy zaczerpniętych z własnych doświadczeń. Maćku, bez Ciebie nie byłoby OMG! Jestem stokrotnie wdzięczna!
Napisałam maile do różnych wydawców zagranicznych, starając się o prawa do różnych tytułów; na liście znalazł się „Legion”, ale także pozycje, które zostały wydane już przez inne polskie wydawnictwa (a nawet takie, które najprawdopodobniej zostaną wydane). Negocjacje były… hmmm… trudne. Nowe wydawnictwo, zero doświadczenia, zero wydanych tytułów („Co Państwo wydaliście do tej pory?” to standardowe pytanie wstępne). Problemem były również pieniądze – wszystko drogie. Oryginalny wydawca „Legionu” nie przestraszył się braku doświadczenia po stronie OMG, przeszliśmy dość szybko do konkretów (czytaj: do pieniędzy) i kontynuowaliśmy negocjacje przez… kilka miesięcy. Uparłam się. Miałam w głowie dokładną kwotę na prawa i materiały, której nie mogę przekroczyć. W końcu i tak spotkaliśmy się gdzieś w pół/ ćwierć drogi, ale upór przyniósł zamierzone efekty. Koniec 2015 roku stał się dla OMG początkiem wszystkiego.

Zaczęliśmy prace nad obróbką „Legionu”: fantastyczna robota dwóch Jakubów po dwóch różnych stronach Polski!
Kuba Syty (Lublin) tłumaczył z francuskiego, ale na etapie redakcji sprawdzaliśmy też wspólnie tekst amerykański. Było kilka momentów, gdzie naprawdę się nagłowiliśmy; już nie mówiąc o tym, że raz po prostu rozpisaliśmy jedna po drugiej motywacje bohaterów uczestniczących w konkretnej scenie, aby wyłapać dokładnie sens ich wypowiedzi. Działo się! Pracowaliśmy już razem nad tekstami komiksowymi wielokrotnie, ale „Legion” przerósł moje najśmielsze oczekiwania – był bodajże największym wyzwaniem, z jakim przyszło nam się wspólnie zmierzyć.
Później Kuba Chwieszczenik (Poznań) zaczął ubierać dymki w tekst, korzystając z czcionki, którą wspólnie dobraliśmy właśnie konkretnie pod „Legion”. Byliśmy pod dużym wrażeniem czcionki wykorzystanej w wersji amerykańskiej, ale ponieważ nie posiadała ona polskich znaków, dobraliśmy inną, która wydawała nam się najbliższa amerykańskiej pod względem charakteru. Jak się okazało, pracy graficznej przy „Legionie” było naprawdę dużo, a czasu w tamtym okresie z Kubą Ch. mieliśmy oboje jak na lekarstwo. Pracowaliśmy zasadniczo po nocach, więc komiks był gotowy dopiero w okolicach września 2016 roku… To była nasza pierwsza współpraca (choć znamy się od ponad dekady), ale wyszło naprawdę świetnie!
Panowie Jakubowie, dziękuję!!!

Jak widzicie, OMG to naprawdę garstka ludzi i moc wyjątkowego zaangażowania. Ale to też projekt w pewnym sensie pobocznym dla wszystkich zaangażowanych. Ani przez moment nie chcieliśmy i nie chcemy udawać, że oto tworzy się nie wiadomo jak wielka konkurencja dla wielkiej konkurencji 😉 Będziemy się starać wynajdywać dla Was ciekawe czytadła, ale przede wszystkim przygotowywać je tak, abyście czuli, że zadbaliśmy o każdy szczegół (a w szczególności translatorski i graficzny); tak, by tytuły OMG po prostu zostawiały to pozytywne wrażenie…

Z serdecznymi pozdrowieniami, Kasia Kamieniarz